Gdyby przyszło mi spędzać dorosłe życie w średniowieczu, bez Google Maps, Facebooka i pralki to chyba bym się wypróżnił ze strachu. Na każdym kroku trzeba było uważać. W polu nie pośpisz bo południca. W lesie po kostkach podgryzają wilki. W domu to strach wogóle mrugnąć. Nawet w kościele nie można przysnąć, ani pogawędzić z sąsiadem bo zaraz On przylezie. I skrupulatnie zapisze. 

Kolesia nazywali Tutivillus. Na początku swój diabli charakter pokazywał w klasztorach wśród skrybów. Ilekroć któremukolwiek mrugnęła powieka czy letko przysnął, Tutivillus miał mu natychmiast pomieszać co napisał. Słowa, które skryba pomylił lądowały zapisane na wołowej skórze. Jak się delikwentowi kopnęło w kalendarz to wszystko zostawało mu odczytane na Sądzie Ostatecznym.  Choć nie należał on do demonów, które ładnie rysują to efekty jego działań to musiały być niezłe kwiatki. 

Tutivillus na sklepieniu nawy głównej Kościoła św. Jakuba w Toruniu.

[Źródło: http://toruntour.pl]

Potem Tutivillusowi się znudziło i zaczął gnębić też tych co niezbyt dokładnie się modlili, spóźniali na modlitwę albo przysnęli na późnowieczornym nabożeństwie. Goście w końcu kradli modlitwy zarezerwowane dla Boga to niech robią jaj, że może zapomni. 

Diabeł skrzętnie notował też wszelkie przejawy plotkarstwa i obmowy.  Ciekawe czy wystarczyło by mu pergaminu jakby tak posiedział w jakiejś średniowiecznej karczmie…albo u fryzjerki. Przesiadywał u wejścia do kościoła i na chór. Potem, żeby skuteczniej poszukiwać wśród modlących plotkarzy i obgadywaczy ukrywał się w wśród wysokich sklepień nieraz  wkomponowany w polichromię. Raz podobno trafił do takiego kościoła, w którym musiał pergamin zębami trzymać żeby mu miejsca starczyło na zapisanie wszystkich plotek lokalnych kobiet. 

Tutivillusa można dziś zobaczyć na własne oczy. I to w niejednym kościele. Nie wiadomo jednak czy nadal zapisuje czy już ma dość. Jego pergamin z plotkami to wdzięczna baza na scenariusz dobrego serialu więc możliwe, że po prostu sprzedaje swoją wiedzę i kosi gruby hajs. 

Tutivillus przedstawiony na malowidle ściennym w kościele w Melbourne

[Zdj. Andrewrabbott, CC BY-SA 4.0]

Uważać powinni Ci, którzy przebywają w kościele św. Jakuba w Toruniu. Tam to bowiem ten stary wyjadacz siedzi namalowany na sklepieniu nawy głównej. Odkryto go stosunkowo niedawno, w połowie 2019 roku. Siedział tam ukryty przez setki lat po tym jak protestanci pobielili wnętrza kościoła. 

Malowidło powstało w XIV wieku. Prawdopodobnie niezbyt długo po tym jak sam Kościół został wybudowany. Budowa świątyni zajęła kilkadziesiąt lat rozpoczynając się w 1309 roku kiedy to poświęcony został kamień pod jego budowę. W tym czasie musiały powstać polichromie, które dziś możemy oglądać. Wśród nich postać Tutivillusa. 

Jak już się naoglądamy Diabła możemy też spróbować zobaczyć inne skarby z toruńskiego kościoła. Nie tylko samą polichromię ale również zabytki przeniesione tutaj z kościoła św. Mikołaja m.in. mistyczny krucyfiks z końca XIV wieku, czarny krucyfiks o podobno wyjątkowych właściwościach z około XV wieku oraz szereg obrazów o wyjątkowej urodzie. 

Widok na nawę południową oraz gotyckie polichromie z XIV wieku

[Zdj. pko, GFDL]
Późnogotycki obraz pasyjny z ok. 1480-90

[Zdj. pko, domena publiczna]


Powiązane wpisy

Zostaw komentarz